O różnościach poważnie lub mniej poważnie.

Książka z dedykacją [opowiadanie]

Powietrze, jak co roku o tej porze, drgało od gorąca. Wszechogarniający żar dosięgał każdego, kto tylko wychylił choćby czubek nosa, ze swojego klimatyzowanego mieszkania. Słońce było już w najwyższym punkcie na niebie, kiedy Daniel wyszedł z domu. Ukrop był nie do zniesienia, ale wolał wyjść, niż po raz kolejny słuchać kłótni siostry z rodzicami. Zaraz po zatrzaśnięciu drzwi, skręcił w lewo, w wąską alejkę obsadzoną wysokimi drzewami po obu stronach. Cień padał pod takim kątem, że gałęzie, niczym wielkie parasole, dawały schronienie przed palącymi promieniami słońca tym, którzy szli chodnikiem.

            Założywszy słuchawki na uszy, Daniel czym prędzej włączył odtwarzacz. Po chwili do jego uszu dotarły znajome dźwięki Alice In Chains – Man In The Box, które wywołały uśmiech na jego twarzy. Osłonięty od świata niewidzialną muzyczną zasłoną pewnym krokiem maszerował przed siebie, mijając kolejnych przechodniów. Spieszył się nie wiadomo gdzie i nie wiadomo w jakim celu. Skręcił w stronę parku. Przed oczami przewijały mu się setki twarzy, które nie wydały mu się ani interesujące, ani nudne, były po prostu nijakie. Chciał być sam, jednak jedną z wielu wad mieszkania w „wielkim mieście” było to, że nigdzie nie zostawało się naprawdę na osobności. Prywatność w dzisiejszych czasach to niebywały komfort, przebiegło mu przez myśl.

Starając się znaleźć jak najbardziej oddalony od wścibskich spojrzeń przechodniów zakątek, zawędrował w końcu do zacisznego miejsca nad jeziorkiem. Z jednej strony osłonięty był on wysokim żywopłotem, z drugiej zaś kilkoma drzewami. „Idealnie” – pomyślał. Na trawniku oddzielonym od jeziora wąską ścieżką stała niewielka ławeczka, a obok niej jedynie niski, pomalowany na żółto kosz na śmieci. Choć ławka lata swojej świetności miała już za sobą, nie chciało mu się szukać innego miejsca i trochę obojętny, trochę zrezygnowany, usiadł, zwracając twarz w stronę słońca i jeziora.

            Ciepłe promienie słońca ogrzewały mu twarz, a lekki chłodny wietrzyk wiejący od jeziora czynił upał znośnym na tyle, żeby móc po prostu odprężyć się i zapomnieć o problemach w domu. Daniel rozmyślał o wszystkim: o tym, jak już niedługo skończą się wakacje i rozpocznie naukę w ostatniej klasie liceum, o pieniądzach, których brakuje mu do kupna wymarzonej gitary basowej, uroczej ciemnowłosej dziewczynie spod czwórki, której imienia nawet nie znał… W słuchawkach usłyszał, jak na ironię „You Really Got Me”, zespołu Kinks. W tej gonitwie myśli pogrążył się bez reszty. Minęło kilkadziesiąt minut.

– Czas się zbierać – powiedział sam do siebie Daniel, uśmiechając się przy tym.

Kiedy już podnosił się z ławki i skręcał na powrót w stronę, zawrócił w stronę ławki. Spojrzał w dół i w żółtym koszu zobaczył, przykrytą paczką po chipsach, małą brązową książkę. Rozejrzał się w obie strony. Nie chciał, by ktoś widział go, grzebiącego w śmieciach. Upewniwszy się, że nikt go nie obserwuje, sięgnął po niewielki tomik. Przednia okładka, była czymś pobrudzona i na wpół oderwana, ale z karty tytułowej dowiedział się, że trzyma w ręku „Opowiadania” Ernesta Hemingwaya. Zdziwił się, dlaczego, ktoś miałby wyrzucać jeszcze przecież nie aż tak zniszczoną książkę. Wrócił na ławkę. Pierwsze dwie kartki książki były sklejone. Ostrożnie je rozrywając, odsłonił wypisaną starannie równym, acz skromnym pismem dedykację. Przeczytał wcale nie krótki tekst:

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech, i pamiętaj, jaki spokój można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe bez wyrzekania się siebie bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie, wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha. Porównując się z innymi możesz stać się próżny i zgorzkniały, bowiem zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie. Niech Twoje osiągnięcia, zarówno jak plany, będą dla Ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakakolwiek byłaby skromna, ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa. Niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty (…) wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie pełne jest heroizmu. Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia. Ani też nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań, ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co Ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła Cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Lecz nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności. Obok zdrowej dyscypliny, bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy, masz prawo być tutaj. I czy to jest dla Ciebie jasne czy nie, wszechświat jest bez wątpienia na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek on Ci się wydaje, czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są Twoje pragnienia, w zgiełkliwym pomieszaniu życia, zachowaj spokój ze swą duszą. Przy całej swej złudności, znoju i rozwianych marzeniach, jest to piękny świat. Bądź odważny. Dąż do szczęścia…

 

            Jeszcze przez dłuższą chwilę Daniel wpatrywał się w pożółkłą kartkę papieru. Słowa wydawały mu się nadzwyczaj proste, jednak tak niezwykle połączone ze sobą, niosące prawdę precyzyjną jak skalpel. Zamknął książeczkę, włożył ją do szerokiej kieszeni spodenek i pomaszerował przed siebie. Gdy wrócił do domu, bez słowa poszedł na górę, do swojego pokoju. Zresztą, nikt nie pytał i nie interesował się, co robił, gdzie się podziewał. Zamknąwszy drzwi pokoju, wyjął książeczkę i z szacunkiem włożył do szuflady. Na pewno jeszcze do niej wróci, choćby dla opowiadań Hemingwaya. Włączył komputer. Czym prędzej wstukał w Google kilka pierwszych słów, które wyczytał na pierwszej stronie tomiku. Pierwszy link przeniósł go na stronę, na której ujrzał dokładnie ten sam tekst, który wydał mu się tak niezwykły. Pospiesznie przewinął stronę w dół, gdzie przeczytał: autor nieznany. Tekst znaleziony w starym kościele Św. Pawła w Baltimore, datowany 1692 r. Nieco go to zmartwiło. Resztę popołudnia spędził na poszukiwaniu jakichkolwiek informacji o autorze. Poszukiwania okazały się daremne. Tuż przed pójściem spać wydrukował dwie kopie tekstu na ładnym papierze. Jedną z nich podpisał „Rodzice”, drugą: „Anna”. Gdy uznał, że wszyscy już śpią, wymknął się po cichu z pokoju, niczym nocny listonosz. Wrócił do siebie, zasłał łóżko, wziął szybki prysznic, po czym szybko zasnął.

            Rano obudziło go słońce wdzierające się do pokoju przez niezbyt dokładnie zasłonięte żaluzje. Ubrał swoją ulubioną koszulkę, krótkie spodnie i trampki i zszedł na śniadanie. O dziwo, pozostali członkowie rodziny byli już na nogach. Ojciec spojrzał na niego znad rubryki sportowej w gazecie. Wpatrywał się tak przez dłuższą chwilę, po czym przeniósł wzrok na siostrę. Uśmiechnęli się do siebie, po czym Anna powiedziała:

– Wiesz, Daniel… dzięki.

Daniel uśmiechnął się porozumiewawczo, chwycił ciepłego jeszcze tosta, wziął spory łyk soku, po czym udał się do wyjścia. Gdzieś z głębi kuchni, usłyszał głos mamy.

– A ty dokąd młodzieńcze?

– Hej mamo! Wiesz… mam pewną ważną rzecz do załatwienia. To naprawdę nie może czekać. Będę wieczorem, dobrego dnia.

Wyszedł przed dom, kończąc jeść grzankę. Powędrował na drugą stronę ulicy. Przeszedł kilkadziesiąt metrów, aż do budynku numer cztery. Uśmiechał się, na myśl o tym, że w końcu rodzice zaczną dogadywać się z jego młodszą siostrą. Skoro już nastał czas cudów, zamierzał w końcu zapytać nieznajomą o imię. Jeszcze kiedy naciskał guzik dzwonka, w głowie brzmiały mu słowa: Bądź odważny. Dąż do szczęścia…

5 responses

  1. ja

    Piękne. Twoje wpisy, a zwłaszcza opowiadania, zawsze skłaniają mnie do refleksji, zatrzymują na chwilę. Mam ochotę usiąść na ławeczce nad jeziorem (koniecznie tej przy koszu) i pobyć sama ze sobą, ze swoimi myślami. Ze wspomnieniami.
    Pisz jeszcze! Pozdrawiam.

    3 Styczeń 2012 o 23:09

  2. :)

    Zazdroszczę Ci tej lekkości pisania…
    Oczekuję na dalsze części
    PS Czekam też na kolejny rozdział o Nel😉

    25 Styczeń 2012 o 00:59

    • Ja jestem nieco bardziej krytyczny, co do swojego pisania.
      Myślę, że jeszcze sporo czasu minie, zanim swój styl uznam za coś wartego uwagi.
      Pomimo tego, blogowanie to forma ujścia pewnego rodzaju emocji i zaspokajanie co jakiś czas palącej potrzeby pisania. Po prostu coś, co lubię robić, pomimo miernych efektów.

      Dziękuję za oba wspaniałe komentarze, motywują, żeby napisać coś jeszcze, co w najbliższym czasie postaram się uczynić.

      25 Styczeń 2012 o 01:44

  3. ja

    Co z blogiem? Porzuciłeś tę formę aktywności?
    Pozdrawiam!

    18 Sierpień 2012 o 21:19

    • Nie, nie porzuciłem, ale pracowałem nad innym projektem. Teraz mam chwilę czasu, to skrobnę coś na dniach. Że też ktoś tu jeszcze zagląda😛

      18 Sierpień 2012 o 21:50

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s