O różnościach poważnie lub mniej poważnie.

Never Let Me Go…

Sporo wody upłynęło w Wiśle od napisania ostatniego poważniejszego tekstu… najwyższa pora to zmienić.

Zazwyczaj nie robię w ten sposób, że po przeczytaniu jakiejś książki, czy obejrzeniu filmu od razu biorę się za pisanie. Nawet, jeśli już w trakcie np. czytania postanowię sobie, że warto byłoby coś o tym napisać – muszę odczekać choćby kilka godzin, aby emocje opadły. Sam nie wiem, czy to dobrze, czy to źle, lecz jeśli chodzi o wpis dzisiejszy, to od razu po odłożeniu książki na półkę uruchomiłem komputer i zacząłem pisać. W tym konkretnym przypadku, lepszym wydało mi się pisanie „na gorąco”, ażeby nic z głowy nie uciekło, bo myśli kłębią się najrozmaitsze po lekturze.

Zdradziwszy już wyżej, że wpis traktować będzie o książce, kilka słów o niej samej. Jest to utwór Kazuo Ishiguro – angielskiego pisarza i scenarzysty urodzonego w Nagasaki, który na stałe osiedlił się w Wielkiej Brytanii. Biorąc do ręki książkę, uwagę zwraca filmowa okładka, wypisane błyszczącymi literami nazwisko autora i tytuł: „Nie opuszczaj mnie” (ang. „Never Let Me Go” – w mojej opinii polska wersja tytułu dosyć nietrafnie wybrana, w kontekście całego utworu o wiele bardziej pasowałoby „Nie pozwól mi odejść”, ale to tylko, jak już wspomniałem, moje skromne zdanie😉 ). W środku broszurowej okładki, krótki opis wydawcy:

 „Kathy, Ruth i Tommy uczą się w elitarnej szkole z internatem – idyllicznym miejscu w sercu angielskiej prowincji. Nauczyciele kładą tu szczególny nacisk na twórczość artystyczną i wszelkiego rodzaju kreatywność. Tym, co odróżnia tę szkołę od innych jest fakt, że żaden z uczniów nie wyjeżdża na ferie do rodziny. Życie w Hailsham toczy się pozornie normalnym trybem: nawiązują się młodzieńcze przyjaźnie, pierwsze miłości i kontakty seksualne, dochodzi do konfliktów między uczniami a nauczycielami. Stopniowo w wyniku przypadkowych napomknień i aluzji, odsłania się ponura, zarazem przerażająca tajemnica… Czy miłość, która połączy Kathy i Tommy,ego wystarczy, by odmienić los, który od początku był im pisany?”. Dodatkowo pod tytułem na przedniej okładce znajdziemy krótkie: „Poruszająca antyutopia o miłości i dorastaniu”. Po co o tym piszę? Dlatego, że w moim odczuciu, opisy te nijak się mają do zawartości samej książki. Owszem, nie jest on niezgodny z treścią, ale według mnie cały wątek romantyczny jest nieco na drugim planie, albo… po prostu tak opacznie zrozumiałem tę książkę. Jednakże po przeczytaniu, jest to dla mnie bardziej antyutopia, niż „poruszająca historia o miłości i dorastaniu”.

 Hailsham – szkoła i internat, w których przebywa trójka głównych bohaterów, to miejsce niezwykłe. Owiane tajemnicą i otoczone masą mitów, legend i nieprawdopodobnych historii, którym nikt nie zaprzecza, nikt też nie zamierza potwierdzać. To miejsce praktycznie odcięte od świata, którego nigdy nie opuszczają dzieci i młodzież, za jego ogrodzeniem czai się śmierć i zło. To miejsce, w którym legendom daje się taką samą wiarę, jak faktom.

 Z innej strony – to szkoła, w której nauczyciele notorycznie i bezustannie okłamują dzieci, mają niezliczone tajemnice, tworzą regulaminy i ustalają niepisane zasady. Nauczyciele to ludzie, którym nie wypada zadawać pytań na pewne tematy. Kadra pedagogiczna unika kontaktu z wychowankami, ograniczając owe do niezbędnego minimum, a nawet, co da się zauważyć, ewidentnie się ich boi i brzydzi się ich istnieniem.

 Wreszcie – Hailsham: szkoła w centrum angielskiej prowincji – to miejsce straszne i przerażające. Książka nie ukrywa niczego od samego początku i w moim przypadku będzie podobnie. To właśnie Hailsham jest miejscem, gdzie dzieci uczy się odpowiednich rzeczy, gdzie ogranicza się ich kontakt z zewnętrznym światem praktycznie do zera. To tutaj przygotowuje się wychowanków do tzw. donacji – skazując wszystkich na okrutną i jednakową przyszłość: zostaną dawcami organów.

I tak, w założeniach, notoryczne okłamywanie dzieci i młodzieży przebywającej w Hailsham ma stworzyć im odpowiednie warunki do rozwoju, iluzję dzieciństwa, namiastkę beztroski i sielanki, którą w przyszłości zamierza im się odebrać bezpowrotnie. Ograniczenie kontaktów ze światem ma im oszczędzić dziwnych spojrzeń „prawdziwych ludzi”, uniknąć im poniżenia i odrzucenia, choć jak już wspomniałem, nawet nauczyciele z trudem się powstrzymują, aby przebywać wśród wyhodowanej z pobranego materiału genetycznego zbieraniny klonów. W założeniach wszystko ma być dobrze – kłamstwo jest uzasadnione większym dobrem, jest przyzwolenie społeczne na istnienie tego typu miejsc.

Z jednej strony to typowa antyutopia. Wykreowany w książce świat daleki jest od ideału. To świat, w którym dzieci z probówki niczym bydło hodowane są na organy, brutalnie można rzec na części zamienne. Książka stawia bardzo poważne pytania na temat ludzkiej moralności nie tylko czytelnikowi, ale i światu nauki. Gdzie istnieje etyczna granica między dobrem i złem? Kiedy człowiek zaczyna, a kiedy przestaje być człowiekiem? Czy komukolwiek dozwolone jest decydować o losie drugiego człowieka? Jeśli podczas swojego życia nie odpowiedzieliście sobie na te pytania, na pewno zrobicie to podczas czytania lub po ukończeniu książki. Jednak „Nie opuszczaj mnie” to nie tylko egzystencjalne pytania, filozoficzne dywagacje i pytanie o moralną kondycję świata. To także afirmacja życia, człowieka i miłości.

Okazuje się bowiem, że w tym wyprodukowanym, sztucznym świecie istnieje miejsce na miłość. Okazuje się, że te bezduszne istoty, jak nazywa się mieszkańców Hailsham, także potrafią kochać, śmiać się, złościć i zachwycać. To właśnie wielka miłość doprowadzi trójkę bohaterów do największych życiowych decyzji, szaleńczej (?) próby zmiany swojego przeznaczenia, dyskusji na temat szczęścia, błędów, które popełnili i straconego czasu (staram się celowo nie zdradzać za wiele szczegółów). Książka w bardzo brutalny sposób skłania do zastanawiania się nad przemijaniem, straconym czasem, rozliczenia się ze swoich uczuć i decyzji. Ktoś mądry na forum tego filmu napisał, że nie zdziwi się, jeśli po przeczytaniu książki ktoś pobiegnie do ukochanej osoby i wyzna jej miłość (mam nadzieję, że nie przekręciłem zbyt mocno sensu wypowiedzi). I rzeczywiście, po obejrzeniu świetnej ekranizacji tej powieści, jak i po lekturze, nie sposób się z tym nie zgodzić. Nie dotyczy to tylko miłości. Ta historia to świetny sposób na uświadomienie każdemu, że życie jest za krótkie na wieloletnie kłótnie, spory, nienawiść. Bo zwyczajnie nigdy nie wiadomo, co się w życiu przytrafi.

Historia opisana w książce to także (dla mnie) poniekąd metafora dzisiejszego świata. Świata ciągłego pośpiechu, pogoni za pieniądzem, nieustannego wyścigu szczurów, podporządkowywania się zasadom, regułom. Rzeczywistości, w której pomimo globalizacji, przełamywania granic i barier, ludzie izolują się od siebie jak tylko mogą, aby być jak najbardziej obcym wobec drugiego. Rzeczywistości, w której w imię często abstrakcyjnych pojęć, jak wielki sukces czy bogactwo, powoli oddajemy siebie kawałek po kawałku, zupełnie bez protestu, bo powiedziano nam, że tak trzeba…

Pobierz w PDF

4 responses

  1. ja

    Świetny recenzja, dający do myślenia tekst. Książki nie czytałam (jeszcze?), ale -po obejrzeniu filmu- zgadzam się z Tobą w wielu odczuciach. Dla mnie z historii wykreowanych w „Never Let Me Go” bohaterów płynie też bardzo pozytywny przekaz: nawet, jeśli nasza przyszłość jest zdeterminowana decyzją innych, możemy wzbogacić ją uczuciami, na które nie ma wpływu nikt, tylko my sami. Tego nie można zabrać żadnemu człowiekowi.

    Pozdrawiam🙂

    9 Październik 2011 o 22:46

    • Książkę polecam z czystym sumieniem.
      Również pozdrawiam.

      25 Styczeń 2012 o 01:38

  2. :)

    Żałuję, że najpierw zobaczyłam film- później przeczytałam książkę, ponieważ wyobraźnia pełniła już tylko funkcję odtwórczą… ale:
    Recenzja- jak zawsze- bardzo dobra🙂
    Antyutopia tego świata, moim zdaniem, wymaga refleksji i zastanowienia nad tym co i kto współcześnie nas otacza, ile wiemy o tym co się dzieje wokół nas (w przestrzeni globalnej) i z jakim kłamstwem my mamy dzisiaj do czynienia. Jednak tej całej szarości współczesnej i fikcyjnej, barwy nadają uczucia i nikt nie jest w stanie ich nam odebrać.
    Pozdrawiam.

    24 Styczeń 2012 o 12:17

  3. Witam Twój pierwszy, długo oczekiwany komentarz🙂
    Dziękuję serdecznie, za pochlebną opinię i mam nadzieję, że książka Ci się podobała.

    Ja też troszkę żałowałem, że film obejrzałem najpierw, ale u mnie to akurat często się zdarza, że uprzednio obejrzawszy film, sięgam po lekturę.

    25 Styczeń 2012 o 01:47

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s