O różnościach poważnie lub mniej poważnie.

Poezją w rzeczywistość

Jakiś czas temu w stertach papierów znalazłem swoją pisemną pracę z języka polskiego, jeszcze z czasów liceum. O życiu opisywanym poezją, o naszej rzeczywistości. Z dwóch różnych perspektyw, w dwóch różnych wierszach, autorzy opisują prawdę o nas i życiu. Z jednej strony słowa to piękne – rymowane, z drugie zaś, zatrważające, acz prawdziwe. Postanowiłem zatem umieścić na blogu obydwa teksty wraz z trzecim – moim komentarzem do nich, który kiedyś napisałem. Jako, że za oknem mróz, aż trzaska, to temat jak znalazł, do ciepłej herbaty i do refleksji, Zachęcam do czytania i przemyśleń. Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby cały poniższy wpis opatrzyć słowem lub dwoma własnego komentarza, do czego serdecznie zachęcam.

 

Mali ludzie (Leopold Staff)

Kocham was, mali ludzie, i szarzyznę smętną

Dni i izb waszych, w których trumna czy koleba

Nie odwraca wam myśli od grosza i chleba,

Zarobionego pracą pilną, acz niechętną.

 

Nieświadomość wyryła wam bezducha piętno

Na czole, co nie wznosi się do gwiazd i nieba,

Bo żadnej krasy życiu waszemu nie trzeba

I duszę na czar piękna macie obojętną.

 

Lecz choć jesteście, zda się, tak ślepi i głusi

Na wszystko, co urokiem snu i marzeń kusi

W dal cudu i zachwytu, ku przyrodzie-matce:

 

I wy macie krainę poezji, choć biedną,

I chowacie w swej duszy tęsknotę bezwiedną;

Skrzyneczkę z owsem w oknie swym i ptaszka w klatce.

 

Mieszkańcy (Julian Tuwim)

Straszne mieszkania. W strasznych mieszkaniach

Strasznie mieszkają straszni mieszczanie.

Pleśnią i kopciem pełznie po ścianach

Zgroza zimowa, ciemne konanie.

 

Od rana bełkot. Bełkocą, bredzą,

Że deszcz, że drogo, że to, że tamto,

Trochę pochodzą, trochę posiedzą,

I wszystko widmo. I wszystko fantom.

 

Sprawdzą godzinę, sprawdzą kieszenie,

Krawacik musną, klapy obciągną

I godnym krokiem z mieszkań – na ziemię

Taką wiadomą, taką okrągłą.

 

I oto idą, zapięci szczelnie,

Patrzą na prawo, patrzą na lewo.

A patrząc widzą wszystko oddzielnie

Że dom… że Stasiek… że koń… że drzewo…

 

Jak ciasto biorą gazety w palce

I żują, żują na papkę pulchną,

Aż papierowym wzdęte zakalcem,

Wypchane głowy grubo im puchną.

 

I znowu mówią, że Ford… że kino…

Że Bóg… że Rosja… radio, sport, wojna…

Warstwami rośnie brednia potworna,

I w dżungli zdarzeń widmami płyną.

 

Głowę rozdętą i coraz cięższą

Ku wieczorowi ślepo zwieszają.

Pod łózka włażą, złodzieja węszą,

łbem o nocniki chłodne trącając.

 

I znowu sprawdzą kieszonki, kwitki,

Spodnie na tyłkach zacerowane,

Własność wielebną, święte nabytki,

Swoje, wyłączne, zapracowane.

 

Potem się modlą: „od nagłej śmierci…

…od wojny… głodu… odpoczywanie”

I zasypiają z mordą na piersi

W strasznych mieszkaniach straszni mieszczanie.

 

A temat pracy brzmiał:

[[Wychodząc od interpretacji podanych tekstów,opisz dyskusję Staffa i Tuwima na temat różnych wymiarów codzienności (w pracy uwzględnij własną opinię związaną z tym problemem).]]

 

A praca miała treść taką:

Leopold Staff i Julian Tuwim w swoich utworach ukazują dwa różne obrazy codzienności. Obaj autorzy podejmują się w nich oceny rzeczywistości, ludzi, ich postępowań i systemów wartości.

 

Staff w swoim wierszu zwraca się do ludzi, jako do ogółu społeczeństwa, w sposób bardzo bezpośredni. Tekst zaczyna się słowami: „Kocham was, mali ludzie”. Być może jest to wyraz skromności autora, utożsamiającego się ze wszystkimi „szarymi” i zwykłymi. W ten sposób może on wyrażać również pewnego rodzaju sympatię lub podziw dla wybranej warstwy społecznej.

 

W pierwszej strofie wiersza, Staff zwraca uwagę na wartość pracy, niekiedy bardzo potrzebnej, pilnej, lecz wykonywanej z przymusu dla zapewnienia sobie bytu. Możemy odczytać również, że praca „małym ludziom” pochłania większą część czasu, myśli i energii.

 

W drugiej części, podmiot liryczny zaznacza postawę zwykłego, szarego człowieka. Przestawia go jako osobę nieświadomą, niewrażliwą, niepotrzebującą w swoim życiu jakichkolwiek wrażeń estetycznych. Dusza człowieka jest napiętnowana obojętnością. Człowiek twardo stąpa po ziemi, bowiem funkcjonuje w twardej, wymagającej rzeczywistości.

 

Kolejne dwie, a zarazem ostatnie strofy wiersza wskazują na tylko pozorną niewrażliwość na piękno, obcość wobec wyższych uczuć i odizolowanie się od świata marzeń i fantazji.

 

Autor w swoim wierszu wysuwa tezę, że każdy z nas, bez względu na to kim jest i jakim jest, ma jakiś cel życiowy, tęskni za czymś, ma własne dążenia i pragnienia dotyczące tego, co zdaje się nieosiągalne. Czytamy o „krainie poezji”, miejscu, uczuciu, w które każdy z nas udaje się samotnie. Mówi się również o duszy, która jest skarbcem tego wszystkiego, za czym tęsknimy, co kochamy, czego się boimy.

 

Myślę, że idealnie taki stan świadomości ilustruje wers ostatni. To właśnie wszystkie nasze uczucia są owsem zamkniętym w skrzyneczce i ptaszkiem zamkniętym w klatce – są odizolowane od całego świata, zamknięte, często ukryte.

 

Poprzez zastosowanie szerokiej gamy zwrotów bezpośrednich do odbiorcy, a zdawać się może, że do grupy odbiorców, autor uzyskuje niezwykły efekt więzi z czytelnikiem. Stosując zwrot „kocham was” może wyrażać podziw dla zachowania odrobiny społeczeństwa, biednej krainy poezji wobec wszystkich trudów codziennego życia.

Wiersz jednocześnie ukazuje, że dusza ludzka stanowi prawdziwe oblicze człowieka i nawet pozornie mali ludzie, smętna szarzyzna, w swoim wnętrzu noszą coś bogatego, wartościowego.

 

Skrajnie inny obraz rzeczywistości w swoim wierszu ukazuje Julian Tuwim. Już od pierwszych wersów utworu czytelnikowi przedstawiana jest wizja szarej, brutalnej, strasznej rzeczywistości, w której nie sposób odnaleźć pozytywnych aspektów życia codziennego.

 

Świat wykreowany przez autora jest duszny, ciężki, przytłaczający. Ludzie mieszkają w strasznych, pleśniejących, ciemnych mieszkaniach, co na myśl przywodzi mieszkanie głównego bohatera „Zbrodni i kary” – Rodiona Raskolnikowa.

 

Pierwsza strofa stanowi pewnego rodzaju wprowadzenie. Pozostałe opisują cąły dzień – począwszy od rana, aż do samego zaśnięcia strasznych ludzi.

Życie „mieszkańców” jest bełkotem, bezsensem, brednią, jest wręcz nierealne – takie wnioski możemy wyciągnąć po przeczytaniu drugiej strofy. Dzień zaczyna się od bełkotu, narzekania na wszystkie, nawet błahe sprawy. Szary dzień, to jak możemy się domyśleć, identyczne jak dnia poprzedniego wyjście po gazetę, spacer tymi samymi ulicami, ci sami ludzie, te same miejsca. Wszystko obserwowane jest z dystansu, bez niepotrzebnego wdawania się w szczegóły.

 

Napływ informacji z porannej gazety jest podany w formie „pulchnej papki”, bynajmniej nie lekkostrawnej. Od nadmiaru bezsensownych wiadomości, dotyczących spraw równie błahych, co poranne narzekanie, puchnie głowa, która ciążąc coraz bardziej, odbiera zdolność jakiegokolwiek logicznego poruszania się w „dżungli zdarzeń”.

 

Dzień strasznego mieszkańca kończy się zautomatyzowaną rewizją kieszeni, kwitków, stanu własnego, własnoręcznie wypracowanego dorobku. Również modlitwa zdaje się być wypowiadana w sposób automatyczny i w zasadzie trudno nazwać ją modlitwą – jest to litania, spis próśb ,rzeczy, przed którymi pobożny szary, straszny mieszczanin chciałby się uchronić.

 

W końcu, po ciężkim dniu, w strasznych mieszkaniach gasną światła i ich mieszkańcy z „mordą na piersi” wreszcie mogą odpocząć przed kolejnym bełkotliwym dniem.

 

Straszna rzeczywistość – tak można określić realia przedstawione w wierszu. Jakże uzasadnione wydaje się nagromadzenie, wręcz nadużywanie w utworze słowa „straszny” we wszelkich odmianach. Poeta przedstawia nam życie, jako powtarzany codziennie, samonapędzający się mechanizm bezsensowności – żywot podsycany codzienną porcją spreparowanych w odpowiedni sposób informacji, powodami do bełkotu, bredzenia, narzekania.

W zasadzie dla „mieszkańców” nie istnieje jakaś konkretna motywacja do działania, może jedynie przedziwna chęć do bełkotania i gromadzenia własności, która staje się świętością.

 

Autor w konkretny, dosadny sposób opisuje nam rzeczywistość, często stosując elementy języka powszechnie uznawane za co najmniej niekulturalne (np. morda, łeb). Myślę jednak, że idealnie pasuje to do opisu rzeczywistości właśnie takiej, jaką zastajemy w wierszy, strasznej, odpychającej i brudnej.

 

Jeżeli chodzi o moją wizję rzeczywistości i codzienności, to nie różni się ona zbytnio od tej przedstawionej przez Tuwima. Pogoń za pieniądzem, medialna „papka”, bełkot informacyjny, mechanizacja wykonywanych codziennie tak samo i tych samych zachowań, to wnioski, które bezpośrednio wypływają z wiersza Tuwima, i z którymi się zgadzam. Dwaj autorzy podjęli swego rodzaju dyskusję, myślę, że przedstawiając świat taki, jakim go widzą, stosowali rozmaite argumenty, lecz różne formy.

 

 

Tyle napisałem wtedy. Wtedy też (i dzisiaj czytając te teksty ponownie) zastanawiam się, na ile wiersze te są literacką fikcją, na ile też mają spełnienia w rzeczywistości…

4 responses

  1. Tys :)

    Ubóstawiam Cie za ten post, który uratowałł mnie🙂 ( mam napisac taka sama prace na jutro ) pozdrawiam :*

    15 Listopad 2011 o 00:37

    • 🙂 I dla takich komentarzy warto się starać.

      Mam nadzieję, że pomogłem, pozdrawiam również😉

      15 Listopad 2011 o 00:47

  2. :)

    Trochę spóźniony mój komentarz- ale lepiej późno …:)
    Moja wizja rzeczywistości pokrywa się z Twoją opinią, a codzienność to weryfikuje i niestety brutalnie utwierdza mnie w swej szarości i często strasznej beznadziejności.
    Klimat powyższych utworów jest ciężki, nawet lekko duszący. Jednak myślę, że w tym wszystkim można pokusić się o zerwanie powłoki szarości i nadać trochę barw życiu (przede wszystkim swojemu), dostrzec coś więcej niż tylko codzienność, rutynę i stagnację.
    Pozdrawiam:)

    29 Kwiecień 2012 o 22:06

    • Dziękuję bardzo za kolejny komentarz. Miło mi, że ktoś to czyta, co piszę, tym bardziej, jeżeli są to wpisy archiwalne, a nie te najświeższe (tych nowych z różnych względów ostatnio brakuje, ale z czasem to się zmieni).

      Z kolei ja się zgodzę z drugą częścią Twojej wypowiedzi. A ktoś skomentował ten wpis (niestety nie na blogu, tylko na Facebook’u chyba), mówiąc, że „coraz częściej stajemy się tematem tych wierszy, coraz mniej autorami”. I to chyba prawda.

      Pozdrawiam i zachęcam do pisania nie tylko komentarzy!🙂

      3 Maj 2012 o 13:52

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s