O różnościach poważnie lub mniej poważnie.

Jak wytresować Widza?

Ostatnio miałem przyjemność obejrzeć animowany film z roku 2010, na pewno wszystkim znany (przynajmniej z tytułu) – „Jak wytresować smoka”. Ot i kolejna animacja od Dreamworks – pomyślałem. Oczywiście, po cichu liczyłem na dobrą zabawę, sporo humoru, czyli ogólnie tego, na co liczy się włączając film animowany. Muszę jednak przyznać, że film ten, choć od pierwszych scen niepozorny, był jedną z największych filmowych niespodzianek ostatnich miesięcy. I to nie tylko w kategorii filmu animowanego. „Jak wytresować smoka” to film, który „ma to coś”.

 

Na pierwszy rzut oka, choćby patrząc na opisy, JWS to sztampowa fabuła animacji jakich było już wiele. Dwójka bohaterów, z których przynajmniej jeden jest dziwnym stworem, garść humoru, świetny polski dubbing (do świetnych polskich ról w animacjach zdążyliśmy się już przyzwyczaić, chociaż ciągle zaskakują nas czymś nowym, to na duży plus), ładne widoki i dobrze skomponowana ścieżka dźwiękowa. Niby JWS ma to wszystko, ale całość wymieszana jest w takich proporcjach, które dają cudowny wprost efekt. Ale po kolei. Na początek wypada powiedzieć, że…

 

gdy widzę smoczycę, to kwiczę.

Z zachwytu. Animacja na bajecznym poziomie. I nie chodzi tylko wysoki poziom tego, jak bardzo jest zbliżona do rzeczywistości. Wszystko, począwszy od stylistyki postaci (którym nadano odpowiednio przerysowany wygląd), poprzez nawiązania do skandynawskiej kultury, aż do widoków natury, pejzaży, przestrzeni, wybuchów, wystrzałów i innych efektów jest wprost rewelacyjne. Film co prawda oglądałem na małym ekranie w domowym zaciszu (teraz żałuję, że nie miałem okazji zrobić tego wcześniej, w kinie), ale wszystko wydawało mi się świetne. Nadzwyczaj udane były sceny „latane”, podczas których naprawdę miało się wrażenie prędkości. Rewelacyjna moim zdaniem jest także mimika postaci, w szczególności zaś głównego bohatera – Czkawki. Twarz chłopca idealnie oddaje emocje i nastroje towarzyszące czy to dialogom, czy też wydarzeniom, co znacząco przydaje wiarygodności animacji, jak i postaciom; są one dzięki temu bardziej plastyczne, a przez to stają się bohaterami w pełnym słowa znaczeniu, potrafią przeżywać emocje, jak prawdziwi ludzie. Również i mimika głównego przedstawiciela smoczej rodziny – Nocnej Furii – stoi na świetnym poziomie. Poza tym wszystkim, aby się zachwycić wystarczy…

 

rzut oka na smoka.

Czyli głównych bohaterów naszej animacji. Te również zostały ciekawie wykreowane, każdy z nich oczywiście różni się wyglądem, ma inne właściwości (vide: Smoczy Podręcznik), ale poza aspektem wizualnym, to tematyka nośna jak skrzydło Nocnej Furii na dobrym wietrze. Dość powiedzieć, że wokół tych tajemniczych stworzeń od wieków niezliczonych snuły się legendy, historie i nierozwiązane zagadki. Idealnie również wydaje się wkomponowanie tychże stworzeń w skandynawski świat. Może odzywa się tu moja fascynacja z dzieciństwa: fascynacja innymi ciekawymi stworzeniami – dinozaurami (do których smoki często są porównywane), ale.. coś w tym jest😛 Zresztą, bywały i filmy popularnonaukowe z serii „Co by było gdyby…”. Gdyby ludzie żyli w czasach smoków (albo smoki w czasach ludzi). Lub dinozaury. Pojawia się klasyczny problem wspólnej egzystencji dwóch wzajemnie zwalczających się ze sobą gatunków, takich, których wspólna egzystencja nie jest możliwa. Z jednej strony smoki, które pozbawiają mieszkańców wioski cennego pożywienia, z drugiej zaś horda walecznych wikingów, łowców smoków, dla których w zasadzie sensem życia stała się walka z wyżej wymienionymi przedstawicielami rzędu gadów. Już samo to było dla mnie dużym plusem bowiem pośrodku tego wszystkiego umieszczony był nasz główny bohater, a co za tym idzie w samym centrum akcji znalazł się również widz. A w tym akurat filmie…

 

nastrojów huśtawka, gdy bohaterem jest Czkawka.

Głównym bohaterem nie jest wypasiony, zielony ogr z charakterem. Ani gadające auto. Ani nawet robot, czy małpy w kosmosie. Zwykły dorastający chłopak, wychowujący się w wiosce wikingów, w której rządzi jego własny ojciec (cóż za presja! O tym później😉 ) Moim zdaniem jest to duży plus, bowiem młody widz może się utożsamiać z głównym bohaterem, dzięki zaś osadzeniu całej historii w konkretnych realiach historycznych i społecznych – cała historia jest bardziej wiarygodna. Obserwujemy również przez cały czas trwania filmu to, co dzieje się z uczuciami Czkawki, jest to moim zdaniem czysta gra na emocjach młodych widzów (i nie tylko tych młodych), o tym jednak również niżej. Cały młodzieńczy spokój mija niczym czkawka, gdy ojciec młodzieńca rzecze doń…

 

na Odyna, albo zabijasz smoka, albo nie mam syna!

Kolejny klasyczny motyw wpleciony sprytnie w fabułę filmu. Bardzo wyraźnie bowiem zarysowany jest znany wszystkim dobrze konflikt pokoleń, jak również systemy tradycyjnych i młodzieńczych wartości i potrzeb, które nijak ze sobą współgrać nie potrafią. Po raz wtóry myślę, że młody widz utożsamiać się będzie z Czkawką, bowiem z własnego doświadczenia wie, że wybranie własnej drogi, własnego sposobu na życie jest tym, co czyni on sam w prawdziwym życiu. W ten sposób między młodym bohaterem, a oglądającymi tworzy się wspólna więź, tak samo jak wspólne płaszczyzny z Ojcem-Wikingiem mogą znaleźć rodzice, oglądający film z pociechami. Często właśnie rodzice narzucają nam swój sposób myślenia, swój system wierzeń, wartości i kodeks postępowania. Czy słusznie? Myślę, że do zastanowienia się nad tym skłaniają filmy tego typu jak ten. Animacja kinem familijnym, które zmusza do refleksji i wychowuje? Czemu nie. Co do relacji syn-ojciec widzimy też presję, ciągle wiszącą nad młodym chłopakiem. Nie dość, że nie podziela wartości uznawanych przez ojca, to jeszcze jest zestresowany widmem ojcowskich oczekiwań i wyzwań, które niewątpliwie są przed nim stawiane. Jakie są tego skutki i do czego to może prowadzić, jest to również ciekawym tematem ewentualnych rozważań.

Warto zwrócić uwagę na to, że Czkawka spotyka się ze społecznym ostracyzmem, wobec swojej przyjaźni z NF.

 

Trza się w cierpliwość uzbroić, by smoka (i widza) oswoić.

Widziałem w niektórych tematach opinie, że film jest straszny, że nie powinien być oglądany przez dzieci poniżej lat siedmiu, czy też innej granicy wiekowej. Wszystko oczywiście zależy od konkretnego dzieciaka, są bowiem różne charaktery. Warto jednak zauważyć, że tak jak filmowy Szczerbatek, tak „tresowany” jest również widz. Relacje smok-Czkawka zawiązywane są bowiem stopniowo, zmieniają się emocje na tej płaszczyźnie i stopień ich natężenia. Na początku filmu smoki jawią się jako straszne stwory napadające na wioskę Wikingów, niszczące ich zabudowania i kradnące pożywienie. Z czasem jednak cała sytuacja zmienia się diametralnie, okazuje się, że również smoki działają pod presją (nie będę zdradzał za dużo ty, którzy nie oglądali). Wzorowo została też ukazana tresura i proces oswajania się chłopca ze smokiem i smoka z chłopcem, tutaj również stopniowo widz zostaje wtajemniczony w zawiłe arkana sztuki obcowania z gadami. Widzimy więc, że i emocje i postępy tresury serwowane są stopniowo, w coraz to innych dawkach. Bardzo to dobra lekcja IMO, dla dzieciaka, któremu właśnie kupiliśmy psa lub kota – po obejrzeniu takiej animacji, wiedza wzbogacona o mądre komentarze rodziców może być bardzo przydatna, a co ważniejsze – wychowawcza. Bardzo ważne przesłanie niesie również przysłowie mówiące, że:

 

Niech nauczą się mali: człowiek nie jest ze stali!

Kto oglądał ten wie, jak się kończy cała fabuła. Pierwszy to taki przypadek w animowanych filmach, które miałem przyjemność oglądać. Wyraźnym przesłaniem tej konkretnej animacji od Dreamworks jest to, że człowiek nie jest ze stali, tym samym narażony jest na niebezpieczeństwo i obrażenia. Słowem: postacie w JWS nie są ognioodporne, jest to oczywiście dużym atutem i również ma swoją funkcję edukacyjną. Ileż to razy bowiem narzekano na to, że dzieci wychowywane są przez bajki lub programy, które wręcz epatują przemocą czy krwią, a przy tym postacie cieszą się doskonałym zdrowiem. JWS uczy, że życie i zdrowie to coś kruchego i ulotnego, ale z drugiej strony pokazuje wartość poświęcenia i przyjaźni, kładzie na szali jedną wartość, za którą można zdobyć drugą. I tu również pole do popisu dla rodziców – temat do rozmowy z pociechami. Na koniec zostawiłem sobie temat muzyki, bo…

 

Gdy usłyszałem nuty, to spadły mi buty!

Muzyka to jednym słowem RE-WE-LA-CJA. Miód dla ucha. Odpowiednio wpasowująca się w tempo akcji, budująca napięcie i nastrój w momentach, kiedy najbardziej tego potrzeba. Momentami burzliwa, miejscami spokojna, a niekiedy wręcz zachwycająca. Dość powiedzieć, że tuż po seansie zagościła w odtwarzaczu w jakości 320 kbps. Wszystkie utwory są wyśmienite, ich słuchanie to czysta przyjemność. Film animowany filmem animowanym, ale muzyki dawno tak dobrej nie słyszałem. Pan Powell odwalił kawał dobrej roboty. Za muzykę, jak koś już pisał – powinien być Oskar. A już utwór „Forbidden Friendship” to arcydzieło.

 

Podsumowując, film JWS jawi się w moich oczach nie jako standardowa animacja nastawiona na zyski. Nie jest to film czysto komediowy, nastawiony na efektowność dialogów, czy spektakularny humor, jak Shrek, czy inne tego typu produkcje. Jest to film zwracający uwagę na odpowiednią problematykę dorosłym, których na pewno spora rzesza obejrzała efekt pracy Dreamworks, ale również jest to propozycja dla naszych najmłodszych, którzy znajdą tu odpowiednią rozrywkę. Wreszcie jest to odpowiednia płaszczyzna dla relacji rodzice-dziecko, bowiem film porusza kilka ważnych kwestii w dosyć przystępnej dla wszystkich formie. O filmie napisałem poważnie. Zastanawiałem się, jak to wyjdzie. Bo to przecież „bajka”, bo to film dla dzieci, bo to, a tamto. Ja uważam JWS za film familijny z „czymś jeszcze więcej”. A familia, to nie tylko dzieci. To również rodzice. I jeśli film czegoś uczy, a myślę, że tak, to uczy zarówno rodziców, jak i dzieci. Jest to piękna historia o przyjaźni, o tym, co w życiu ważne i o tym, że czasami warto coś poświęcić dla dobra sprawy. Jeśli takimi filmami „tresowani” mają być widzowie, to nie wiem, jak wy, ale ja się na to piszę.

 

Co do oceny, to wystawiłem filmowi notę najwyższą. Swoją opinię argumentuję wszystkim, co napisałem powyżej. Z niecierpliwością czekam na kolejne części tej historii, gdyż widziałem, że zostały one zapowiedziane. Oby tylko nie odbiły się widzowi czkawką, czego sobie i wszystkim życzę. Pozdrawiam serdecznie!

One response

  1. gww15

    Ale świetny wpis! Gratulacje.

    21 Styczeń 2011 o 22:02

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s