O różnościach poważnie lub mniej poważnie.

(Ir)racjonalnie.

Komentarz do wątku na pewnym forum, niestety na owym forum już nie mogłem go umieścić.

Komentarz miał być odpowiedzią do wątku:

http://www.racjonalista.pl/forum.php/s,100329

[Marian] To bardzo zależy od tego, o jakim bogu rozmawiamy. Jeśli miałby to być bóg Spinozy, Einsteina, czy Hawkinga, to świat z takim bogiem byłby zupełnie nieodróżnialny od takiego bez niego.

Właściwie autor wątku nie sprecyzował tego, stawiając pytanie. Domyślam się jednak, że chodzi o Boga biblijnego, Boga chrześcijan.

[Marian] Jeśli jednak mówimy o bogu większości religii, takim który stworzył świat, byłoby zupełnie inaczej.

Zastanawia mnie tylko dlaczego zupełnie inaczej. Pozwoliłem sobie rozbić wypowiedź Mariana na części, aby móc lepiej ukazać, że nie tak wcale inaczej wyglądałby świat, gdyby Bóg rzekomo istniał lub nie. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Ciężko, aby ateista, czy ktoś, kto w Boga nie wierzy doszukiwał się oznak Jego działalności, wszechmocy czy wszechwiedzy w dzisiejszym świecie. Tym samym z definicji swojej postawy, odrzuca istnienie takich oznak. Skoro Boga nie ma, nie może być również jakichkolwiek przejawów Jego istnienia. Z drugiej strony, osoba wierząca dopuszcza w swojej interpretacji świata istnienie Boga, zatem niejako problem rozwiązuje się sam. Można to zobrazować na zasadzie prostej zależności. Człowiek skłaniający się ku teorii ewolucji, uznając ją za słuszną, jako skutek jej oddziaływania, jako jej efekt, widzi świat w stanie obecnym,. Analogicznie człowiek wierzący znajdzie wytłumaczenie kwestii takich jak powstanie świata, czy gatunków w osobie Boga. Punktem kluczowym jest przekonanie co do słuszności jednej z dwóch, czy też wielu więcej (uwzględniając inne religie, czy światopoglądy) „teorii”. Jako, że każdy z nas jest inny, postrzega te rzeczy inaczej, dlatego różnimy się w kwestii wytłumaczenia pewnych zjawisk.

[Marian] Po pierwsze, to Ziemia byłaby centrum Wszechświata. Wszak to ludzie są zwieńczeniem dzieła bożego, więc dlaczego miałoby być inaczej?

A kto powiedział, że jest zupełnie inaczej Albo kto udowodnił, że tak jest lub nie jest? Być może w pewnym sensie, Ziemia faktycznie jest centrum Wszechświata?

Warto spojrzeć na ten problem z kilku perspektyw:

Wszechświat jako taki, często określany jest jako nieskończony w czasie i przestrzeni zbiór rozmaitych ciał niebieskich i materii. Jak wyznaczyć centrum, środek czegoś, co nie ma początku ani końca, co nie ma granic? Czy znajdzie się ktoś, kto potrafi tego dokonać? Praktycznie dowolnie wyznaczony punkt można by uznać za środek nieskończonego wszechświata i nie byłoby to błędem. Analogicznie można to przyrównać do przykładu nieskończonej prostej: jak wyznaczyć jej środek lub podzielić ją na dwie równe części?

W tym kontekście, Ziemia, jako dowolny punkt czegoś nieskończonego może być uznawana za jego środek, chociaż wcale nie musi, zależy jak na to spojrzeć.

Można spojrzeć też na to w inny sposób. Ziemia stanowi miejsce zamieszkania człowieka – najbardziej inteligentnego i rozwiniętego gatunku na tej planecie. To człowiek – mam nadzieję, że czytelnicy się ze mną zgodzą – w największym stopniu oddziałuje na Ziemię jako planetę, można rzec, że nadaje jej „kształt”. Jak dotąd świat nauki nie nawiązał kontaktu z żadną obcą cywilizacją, czy inteligentną formą życia; nie ma dowodów na to, że gdzieś w tej niezmierzonej przestrzeni Wszechświata istnieje jeszcze drugi gatunek istot podobnych człowiekowi – istot rozwiniętych intelektualnie, technicznie i technologicznie czy kulturowo. Stawia to człowieka w niezwykłym świetle. Można powiedzieć, że ze względu na swą wyjątkowość i unikalność w skali kosmicznej, to właśnie my – ludzie – i nasza planeta stanowimy centrum wszechświata. Zgadzałoby się to zatem z Twoim stwierdzeniem, Marianie, że ludzkość jako zwieńczenie bożego dzieła stwarzania są centrum wszechświata (czy tylko metaforycznie, czy już nie, to już zostawiam do indywidualnych rozważań).

Pozostaje jeszcze jedna kwestia: miejsce we wszechświecie, które człowiek, jako cywilizacja i gatunek wyznacza sam sobie. Kto powiedział, że to musi być akurat „centrum wszechświata”? Czy to może ludzka próżność nie potrafi sobie wyobrazić innego miejsca, w którym można by umieścić ludzki gatunek? Człowiek jako istota często staje (lub wręcz sam siebie stawia) w centrum zainteresowania, jeżeli chodzi o rozmaite nurty czy prądy filozoficzne. Może chęć, abyśmy to właśnie my byli centrum wszechrzeczy można nazwać skrajną postacią „humanizmu” w skali kosmicznej?

Wydaje mi się, że warto rozważyć tych kilka punktów widzenia, które przedstawiłem powyżej, odnośnie „centrum wszechświata”. Temat ciekawy, a interpretacji wiele…

[Marian] Nocne niebo byłoby niemal zupełnie czarne (może nie licząc Księżyca – niewykluczone, że bóg miałby jakiś powód by go tworzyć); po co bóg miałby tworzyć inne gwiazdy, systemy planetarne i galaktyki?

A gdyby spróbować spojrzeć na to w ten sposób: człowiek, którego stworzył Bóg miał w zamyśle żyć wiecznie. Sprzeniewierzył się jednak Bogu i zatracił dar nieśmiertelności (ciekawostką jest tutaj fakt, że współczesna nauka tak naprawdę nie podaje odpowiedzi na pytanie „Dlaczego ludzie umierają?”, pomijając oczywiście wszelkiego rodzaju choroby, czy wypadki losowe. Co więcej, wielu z nich przyznaje zgodnie, że ludzki organizm zaprojektowany jest tak, aby regenerował się i biologicznie działa w ten sposób, aby mógł przetrwać znacznie większy okres czasu niż dzisiejsza średnia długość życia. W niewyjaśniony (dla świata nauki) jednak sposób tak się nie dzieje i ludzie umierają – ale to tylko taka dygresja😉 ). Skutkiem buntu wobec Boga jest zatem śmierć. Pomyślmy zatem tak: a gdyby człowiek żył wiecznie? Z Biblii wynika, że człowiek miał opanować i podporządkować sobie Ziemię. Udało mu się to dzisiaj, pomimo znacznie skróconej, w stosunku do biblijnej, długości życia. A gdyby był nieśmiertelny? Być może zamierzeniem Boga było, aby podporządkował sobie także inne planety, systemy słoneczne? (np. za Księżyc czy Marsa już się ludziska zabierają – wiek XXI nie bez powodu nazywa się niekiedy erą kosmiczną😉 ) Można przypuszczać, że nie byłoby to nierozwiązywalnym problemem wobec nieskończenie długiego czasu na wykonanie tego zadania. Wydaje się też to całkiem sensownym argumentem, Bóg uczynił człowieka płodnym, zdolnym do rozmnażania, a powierzchnia Ziemi zdolna do zamieszkania przez ludzi nie jest nieograniczona. I wystarczy przyjrzeć się zapędom dzisiejszych naukowców, czy nie takie wizje i hipotezy snują się w świecie nauki od dawna: Mars lub Księżyc (czy też inne miejsca w Komosie), jako alternatywna przestrzeń życiowa dla ludzi, kiedy na naszej pierwotnej planecie zabraknie miejsca?

Wracając jeszcze do powodów, dla których Bóg miałby tworzyć gwiazdy, galaktyki i wszystkie te rzeczy.

Załóżmy, że jesteś malarzem, który ma w zamyśle namalować piękny obraz, który miałby zachwycać wszystkich, którzy na niego spojrzą.

Czy nie przydałoby obrazowi wartości estetycznej namalowanie pięknego, ogromnego, rozgwieżdżonego nieba?

Czy nie stanowiłoby to niejako o kunszcie i umiejętnościach malarza, który potrafiłby stworzyć tak niezwykłe rzeczy?

Czy nie pomyślałbyś o malarzu, który tak gospodaruje niepotrzebnie – z Twojego punktu widzenia – tą częścią przestrzeni, że jest pomysłowym, nowatorskim artystą?

Ukazuje to również potęgę Boga, a także ogrom Jego twórczych mocy, co do których są w tym wątku wątpliwości.

Wydaje mi się, że takie mogły być przyczyny, dla których zadzierając nos do góry, widzimy na nocnym niebie to, co widzimy. Co ciekawe, Biblia potwierdza mój pogląd, co mnie osobiście bardzo cieszy, a mam nadzieję, że czytelników zainteresuje:

W jednym z Psalmów Dawid mówi o tym, że Ziemia i żyjący na niej ludzie są niczym w porównaniu z ogromem wszechświata:

„Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz, i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz?” (Psalm 8:4-5)

Potwierdza to także Hiob mówiąc o stworzeniu gwiazd jako o niesamowicie potężnym cudzie i dowodzie wszechmocy Boga:

„On stworzył Niedźwiedzicę, Oriona, Plejady i Gwiazdozbiór Południa. Czyni wielkie, niezbadane rzeczy i cuda, którym nie ma miary.” (Hioba 9:9-10)

Także prorok Izajasz podaje przykład stworzenia gwiazd jako dowód na niezmierzoną potęgę Boga:

„Podnieście oczy w górę i patrzcie: Kto stworzył te gwiazdy? – Ten, który w szykach prowadzi ich wojsko, wszystkie je woła po imieniu. Spod takiej potęgi i olbrzymiej siły nikt się nie uchyli.” (Izajasz 40:28)

Całkiem rozsądnym argumentem wydaje mi się, wobec tego co napisałem, że być może wszechświat to kawał niezagospodarowanej przestrzeni, którą człowiek miał opanować i zaprowadzić w niej porządek. Gwiazdy, Księżyc i inne ciała niebieskie pełnią przy tym również funkcję estetyczną. Chyba nie muszę przypominać o zaletach romantycznego spaceru z bratnią duszą, pod rozgwieżdżonym niebem w letni, ciepły wieczór?😛

Co do Księżyca jeszcze, to chyba wszyscy wiemy, jaką rolę odgrywa w odniesieniu do mórz i oceanów (system przypływów i odpływów)? Czy samo to, nie jest wystarczającym powodem dla jego istnienia?

[Marian] Idźmy na całość: skoro miałby istnieć jeden byt duchowy (bóg) to dlaczego jego dzieło nie miałoby być również duchowe? Nie musielibyśmy być przykuci do worka skóry, krwi, włosów, mięcha, kości i flaków; nie potrzebowalibyśmy tego pasożyta, którego wiecznie trzeba faszerować żarciem i chronić przed szkodliwymi warunkami atmosferycznymi i zarazkami.

Hmmm… Powiem tak, wypadałoby trochę sprecyzować. Ostatecznie dzieło Boże jest duchowe i nie jesteśmy przykuci do worka skóry, włosów, mięcha i kości. Można powiedzieć, że życie w tym worku, jak to nazwał Marian, jest tylko etapem przejściowym. A tak według zapowiedzi Bożej nie będzie zawsze. Co więcej, Biblia uczy, że Królestwo Boże nie jest z tego świata, można powiedzieć, że istnieje właśnie w wymiarze duchowym. „Królestwo moje nie jest z tego świata” – takie słowa padają w Piśmie Świętym. Co więcej, jak miliony wiernych na całym świecie wyobrażałoby sobie życie wieczne, gdyby o życiu człowieka miał stanowić okres przykucia do, jak to nazywasz, „skórzanego worka”?

Życie w sensie fizycznym, teraz i tutaj jest zaledwie stadium przejściowym, tak jak, no powiedzmy motyl, który najpierw przez pewien czas znajduje się w formie gąsienicy. Ostatecznie jednak, dzieło Boga i Jego Królestwo jest dziełem duchowym, a przynajmniej w to wierzy spora część ludzkości. Oczywiście, można mieć na ten temat inne zdanie, czemu nie, kwestia wyboru🙂

[Marian] Jeśli jednak ten świat, który obserwujemy obecnie rzeczywiście został stworzony przez jakiegoś boga, to ja nie jestem pod wrażeniem. Nie nazwałbym tego „doskonałym „, czy „inteligentnym projektem”.

Tu po raz kolejny mamy do czynienia z kwestią wyboru, opowiedzeniem się za pewną teorią, która wyjaśnia powstanie świata i jego obecny kształt, zatem nie będę się nad tą kwestią rozwodził.

[Marian] Co do kwestii drugiej i szatana. Szatan to bardzo wygodny wynalazek. Pozwala zrzucić winę za całe zło na jednego „kozła ofiarnego”. Wręcz dosłownie.

Jednak ta idea wydaje się być zupełnie niekompatybilna z ideą boga jako przyczyną wszystkiego. Bóg musiałby być przyczyną również szatana, więc częściowo byłby odpowiedzialny za zło (możemy tu zadać kolejne pytanie: po co bóg stworzył szatana?).

Brak działania w obliczu zła to także przestępstwo, w istocie – współudział.

Absolutnie nie jest to idea niekompatybilna. Dlaczego?

Już spieszę z wyjaśnieniami. Piszesz: „Bóg musiałby być również przyczyną Szatana”. I oczywiście wychodząc naprzeciw tym przypuszczeniom, potwierdzam – jest.

Odpowiedź na pytanie: „Czy Bóg jest przyczyną Szatana?” poniekąd implikuje odpowiedź na Twoje drugie pytanie, które moim zdaniem jest bardzo ciekawe i warto poświęcić mu chwilkę czy nawet dwie. Pytanie to brzmi: „Po co Bóg stworzył Szatana?” Problem w odpowiedzi na to pytanie przestaje być aż tak strasznym problemem, kiedy wyjaśnimy sobie, że Szatan, jako osoba (anioł), nie był stworzony jako taki od samego początku. Według Biblii jest aniołem tak jak i inni aniołowie, natomiast Szatanem (Diabłem, Zwodzicielem, czy jak go sobie tam jeszcze nazwiemy) stał się niejako na własne życzenie. Buntując się przeciw Bogu, stał się Jego przeciwnikiem, pociągając za sobą innych aniołów. Zatem Bóg nie stworzył Szatana, jako złego, oszukującego, zwodzącego, przebiegłego demona. To on sam wybrał taką drogę. Na tym polega coś, co nazywamy wolną wolą. Np. nikt z nas zaraz po urodzeniu nie jest mordercą, czy gwałcicielem, prawda? Stajemy się takim przestępcą na wskutek własnych wyborów. Podobnie rzecz ma się z Szatanem.

Zadasz pewnie pytanie: więc skoro Bóg jest wszechwiedzący, dlaczego nie przewidział, że Szatan tak się zachowa i dlaczego pozwala mu dzisiaj działać: zwodzić ludzi i czynić zło. O tym poczytać będziesz mógł Marianie nieco niżej, przy okazji komentarza do innej Twojej wypowiedzi.

Co do zarzutu wobec Boga, jakoby miał „współudział” w niecnych uczynkach Szatana, odważmy się na pewne porównanie.

Załóżmy, że jesteś ojcem pewnego młodego człowieka, który dopuścił się strasznej zbrodni, np. z zimną krwią zamordował człowieka. Przestępca ów, jako osoba dorosła, ma już w pełni ukształtowany swój światopogląd, potrafi podejmować samodzielnie decyzje w najważniejszych kwestiach życiowych, postanawia być niezależnym od Ciebie człowiekiem, decydować o swoim losie, wybierać ścieżki swojego postępowania. Czy rozsądnym jest rozumowanie, że powinieneś zostać skazany za współudział w tej zbrodni, skoro jest to człowiek niezależny od Ciebie, sprzeciwił się Twoim poleceniom, odrzucił Twój sposób myślenia, opuścił Twój dom wiele lat temu i zrobił to, co zrobił?

Twoją szybką ripostą byłoby, że Bóg jako wszechpotężny byt mógłby przecież temu zaradzić.

I owszem, Bóg daje ludziom możliwość przeciwstawienia się Złemu (Szatanowi), co więcej, daje możliwość ucieczki na zawsze od konsekwencji uczynków samego Szatana, jak i ludzi, którzy działali pod jego wpływem, dali się zmanipulować.

Bóg również składa obietnicę zniszczenia „sprawcy”, zatem jest to bardzo ciekawa oferta: Bóg wymierza ostateczną sprawiedliwość, a Tobie ofiaruje życie wieczne, jeśli będziesz czynił sprawiedliwie i właściwie. Nie jest to zatem, jak zarzucasz, brak działania.

[Marian] Próba wprowadzenia boga do świata, w którym obecnie żyjemy wydaje mi się nieco „na siłę”. Oczywiście – istnieć może jakiś stwórca wszechrzeczy, ale chyba błędem byłoby nazywać go wszechmocnym, jeśli jego dzieło jest tak nieudolne, że właściwie nie trzeba go nawet wprowadzać… Czy takiego niedoskonałego stwórcę warto w ogóle nazywać bogiem?

„Jego dzieło jest tak nieudolne”. Tu również wypadałoby trochę sprecyzować. Pierwotnie, tuż po stworzeniu, człowiek był istotą doskonałą, miał żyć wiecznie i opanować świat. Zatracił jednak to wszystko, grzesząc. Można powiedzieć, że pierwsi ludzie (Adam i Ewa), zostali „okaleczeni” niejako na własne życzenie. To, co widzimy dziś – człowiek i jego kondycja w świecie – to zwyczajne konsekwencje tamtego czynu. Człowiek buntując się przeciw Bogu odrzucił wszelkie Jego dary, między innymi doskonałość. Także dzieło Boga było doskonałe. Można powiedzieć, że dzisiejsza niedoskonała forma człowieka, to dzieło człowieka, który postanowił zrezygnować z boskich darów. To człowiek swoją wolą i wyborami nadał sobie dzisiejszy, niedoskonały kształt. A kiedy pierwszy człowiek sam już nie posiadał cech, które można by zebrać pod ogólną nazwą: „doskonałość” – jakim sposobem mógł je przekazać swojemu potomstwu?

>potrafimy kochać, nie rozmnażamy się przez pączkowanie

[Marian] . W istocie jest to bardzo zwierzęce uczucie, jakże przydatne w prokreacji.

Wszystko zależy od punktu wyjścia: jak zdefiniujemy pojęcie miłości. Jeśli miłością nazwiesz prokreację, rozmnażanie, pociąg fizyczny, czy seks, to ok, mogę się z Tobą zgodzić. Ale nie jestem przekonany, że zwierzęta potrafią kochać w takim samym sensie jak ludzie.

Piszesz: „ Są dowody na to, że inne zwierzęta (ssaki zwłaszcza) również potrafią kochać”. Mógłbyś jakieś przytoczyć? Albo chociażby podać jakieś linki do stron, czy opracowań, które mówiłyby coś na ten temat?

Nie twierdzę, że zwierzętami mogą kierować pewne instynkty, które skłaniają osobniki danego gatunku do łączenia się w pary, czy nawet stada; do wyboru najlepszego partnera pod względem rozmnażania itd. Jednak zdaje mi się, że w ludzkiej miłości chodzi o coś jeszcze więcej, niż tylko rozmnażanie, czy przyjemności fizyczne (a właśnie, pojawia się pytanie, jak wiele jest gatunków zwierząt, oprócz człowieka, które robią „to” dla przyjemności?) . Dlatego skłaniałbym się ku temu, aby ten „zwierzęcy”, instynktowny rodzaj miłości nazywać przywiązaniem, albo jakoś tak. Miłość to chyba zbyt wielkie słowo.

Np. są na świecie małżeństwa (pary), które z różnych powodów nie mogą mieć dzieci (przykładowo: niepłodność jednego z partnerów), a mimo to kochają się, są szczęśliwe i niejednokrotnie spędzają ze sobą całe życie (tzn. z jednym partnerem). Całkowicie bezsensowne rozwiązanie, jeśli brać pod uwagę słuszność teorii ewolucji. Zresztą, po co ewolucji miłość w takiej formie? – nawet jeśli traktować ją jako prymitywny instynkt, do tego bowiem została przyrównana w Twojej wypowiedzi („W istocie jest to bardzo zwierzęce uczucie, jakże przydatne w prokreacji”).

Można w życiu ludzi zaobserwować również inny rodzaj miłości, którą wzniośle nazywa się przyjaźnią. Jest to miłość przeważnie wykluczająca kontakty fizyczne (nie zawsze, zdarza się, że jedno z drugim idzie w parze). Jak odnieść to do świata zwierzęcego? Wszak to zgoła inne uczucie, niż zachowania obserwowane w świecie zwierząt. Nie można za bardzo nawet nazwać tego instynktem. Jak wielu z Was miało osobę lub przyjaciela, którego kocha(ło)?

Moim zdaniem lekkim nietaktem jest identyfikować całą tą niezwykłą sferę uczuciową ze zwykłymi instynktami, ale to tylko moim zdaniem.😉

>Mnie zastanawia skąd w nas odwieczne poszukiwanie czegoś ponad tym światem.

[Marian] Kiedy ludzie mieli już pełne żołądki, w miarę zabezpieczony byt i wynaleźli skomplikowany język, dzięki któremu możliwe było dość precyzyjne przekazanie innym swoich myśli, dość naturalnym było zastanawianie się nad sensem istnienia. Ludzie myślą kategoriami przyczynowości.

To chyba też temat na inne rozważania, ale stworzenie ludzi przez Boga, czy jak kto woli, Inteligentnego Projektanta, nie wyklucza takiego poszukiwania źródeł, prawdy o początku wszystkiego, czy genezy samego człowieka. Wszak pada stwierdzenie, że ludzie myślą kategoriami przyczynowości😉 Wydaje mi się, że to słuszne stwierdzenie.

>Winny jest bowiem człowiek, który wybiera zło.

[Marian] Czy widzę tutaj argument, że za zło na świecie odpowiedzialny jest człowiek ze swoją wolną wolą? Nie sądzę, żeby w jakikolwiek sposób można było winę za tsunami, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, huragany, powodzie i inne katastrofy naturalne, choroby genetyczne, ALS, hemofilię, leukemię, wady wrodzone itd. zrzucić na człowieka.

Parafrazując, mógłbym napisać:

Czy widzę tutaj argument, że za zło na świecie odpowiedzialny jest Bóg ze swoją wolną wolą? Nie sądzę, żeby w jakikolwiek sposób można było winę za tsunami, trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, huragany, powodzie i inne katastrofy naturalne, choroby genetyczne, ALS, hemofilię, leukemię, wady wrodzone itd. zrzucić na Boga.

Mógłbym tak napisać, i faktycznie wyżej napisałem, ale to tak tylko dla kontrastu. Już spieszę z wyjaśnieniami niektórych wątpliwości.

Część wyjaśniłem już wyżej, ale postaram się jeszcze raz.

Według tego, w co wierzą ludzie ufający Bogu, przyczyną śmierci i rozmaitych chorób jest grzech. Tego uczy Biblia. W Liście 1 do Koryntian 15,56 nazwano go (grzech) „żądłem powodującym śmierć”. Biblia (Jezus osobiście) wskazuje również na związek pomiędzy grzechem a rozmaitymi przypadłościami naszego ciała. Sparaliżowanemu mężczyźnie powiedział: „Twoje grzechy są przebaczone” i człowiek ten odzyskał zdrowie (patrz rozdział 9 Ewangelii Mateusza). Zatem po raz kolejny powtarzam, że winić za te wszystkie przypadłości można człowieka, który odrzucając doskonałość, którą Bóg mu ofiarował (grzesząc), stał się podatny na wszelkiego rodzaju choroby i dolegliwości. Jednakże, żeby nie było, jaki to Bóg jest okrutny, warto przypomnieć, że daje nam możliwość uwolnienia się od tego wszystkiego, jeśli tylko mu zaufamy. Nie będzie już chorób, śmierci i tego wszystkiego na co tak pięknie potrafimy narzekać.

Natomiast co do rozmaitych klęsk żywiołowych i katastrof następujących sytuacja jest następująca.

Wiele osób w obliczu jakiejś tragedii zadaje pytanie „Boże, dlaczego?”. Czasami są to pytania skierowane do nikogo, czasami zaś słyszy się odpowiedź, że taka jest wola Boga, albo że Bóg ustalił wszystkie zdarzenia z góry i tak się po prostu dzieje, a Jego wybory są okryte tajemnicą. Nic podobnego!

Zapomina się przy tym o prostej prawdzie, którą znajdziemy w Piśmie Świętym. Wynika z niej, że cały świat podlega mocy Szatana (patrz 1 Jana 5, 19).

Co więcej, dowiadujemy się, że zwodzi on całą zamieszkałą Ziemię (Objawienie 12,9). Z tego samego wersetu księgi Objawienia dowiadujemy się, gdzie przebywa Szatan (leniwym odpowiem: na Ziemi). Tym, którzy przytoczonych wyżej prostych faktów nie znają, może się wydawać, że przyczyną wszelkiego zła jest Bóg. Ale tak nie jest. Wystarczy się lekko zastanowić: Szatan jako przeciwnik Boga, korzysta z niewiedzy i głupoty ludzkiej, którzy wiążą wszystkie te wydarzenia z osobą Boga; manipuluje ludźmi, wskazując im Boga jako sprawcę wszelkiego zła, którego nierzadko sam jest przyczyną. Odwala tzw. „czarny PR”, jak widać doskonale mu się udaje.

Kolejną kwestią jest ludzka niedoskonałość i grzeszność, o czym pisałem już wyżej. Ludzie utracili doskonałe dary Boże, o czym też już wspominałem. Jako grzesznicy, zadufani w sobie, są zachłanni, zazdrośni, nienawistni, mają skłonność do walki o władzę, co z kolei prowadzi do wojen, wykorzystywania, cierpienia i nadużyć.

Ostatnią kwestią są, jak nazywa to Biblia – czas i nieprzewidziane zdarzenia (Kaznodziei 9,11). Oczywiście zdarzenia te nie są nieprzewidziane dla Boga, źle by to o Nim świadczyło.😉

Biblia wyraźnie wskazuje w przytoczonym wersecie na człowieka. Jako nieświadomy pewnych zagrożeń, nie mający możliwości przewidzenia pewnych wydarzeń, a także ograniczony czasem, człowiek nie jest w stanie przygotować się na pewne zdarzenia losowe, jak np. tornada, czy wybuchy wulkanów. Zresztą, są to na tyle potężne siły, że ciężko byłoby człowiekowi przeciwstawić im równą siłę.

Pojawi się zapewne pytanie, dlaczego Bóg dopuszcza taki stan rzeczy. Odpowiem najkrócej jak potrafię.

Biblia ukazuje w pierwszej księdze świat, który stworzył Bóg – był on idealny dla życia dla ludzi, mieli oni żyć wiecznie, żyć doskonali. Bóg pokazał ludziom jak wygląda świat pod Jego panowaniem.

Szatan jednak zakwestionował prawo Boga do rządzenia światem, buntując się, ludzie zrobili to samo i grzesząc wybrali panowanie Szatana. Świat jaki widzimy dzisiaj, to świat pod panowaniem Szatana. Bóg przedstawia nam oba obrazy, tak mocno ze sobą kontrastujące. Człowiek ma tylko dokonać wyboru, Albo woli władzę Szatana albo prawowitą władzę Boga. Jeżeli wybierze Boga – wszystko wróci do poprzedniego stanu. I to tyle jeśli chodzi o wyjaśnienia. Chodzi jedynie o ukazanie zgubnych skutków władzy Szatana. Człowiek, który to dostrzeże, zaufa Bogu.

To tyle pokrótce, jeśli chodzi o odniesienie do poruszonych tu kilku kwestii. Odpowiadając jednak na pytanie autora, zawarte w temacie: „Jak wyglądałby świat, gdyby stworzył go Bóg?”. No cóż, poniekąd opowiedziałem na to pytanie w skali całego mojego powyższego komentarza. Ciężko, aby ktoś, kto Boga nie chce widzieć w dzisiejszym świecie, znajdował dowody Jego działalności. Ja osobiście uważam, że świat stworzył Bóg, ten sam świat, który na pierwszy rzut oka może się nie wydawać Jego dziełem. Nie mam zamiaru nikogo przekonywać na siłę, ale mam nadzieję, że swoją argumentacją udowodniłem, że świat, pomimo tego jaki jest – swoim kształtem nie zaprzecza istnieniu Boga. Wszystko da się logicznie wytłumaczyć przy odrobinie chęci i dobrej woli. Podkreślam na koniec, że to tylko i wyłącznie moje zdanie; nie mam chęci by kogoś obrażać, czy atakować. Być może ktoś mi zaraz wytknie, że przyczepiłem się do wypowiedzi Mariana (którego pozdrawiam i dziękuję, za ciekawy materiał do odpowiedzi i jego argumentację), ale wypunktowałem jego komentarze z jednego prostego powodu: jego wypowiedzi wydały mi się bardzo ciekawe, a poza tym warto przedstawić alternatywny punkt widzenia na te niezwykle ważne kwestie, które są poruszane. Ogólnie wątek bardzo ciekawy i pytanie też bardzo ciekawie sformułowane, cieszę się, że mogłem się wypowiedzieć, umieścić komentarz i poczytać ciekawe wnioski innych. Mam nadzieję, że na przykładzie tego komentarza niektórzy przynajmniej zauważą, że czasami perspektyw spojrzenia na dany problem jest więcej niż tylko jedna i więcej niż jedna może się wydawać całkiem sensowna, a która? To już kwestia naszych wyborów. Mądrości sobie i Wam życzę, pozdrawiam serdecznie!🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s